Fura szczęścia lidera.

0
88

W sobotnie popołudnie The Eagle podejmowali lidera ligowych rozgrywek, drużynę Guyhirn First. Spotkanie nie zawiodło. Kibice byli świadkami batalii na wysokim poziomie, z której ostatecznie zwycięsko wyszli zawodnicy gości.

„Orły” przystępowały do konfrontacji z Guyhirn po dwóch zwycięstwach z rzędu. Goście z kolei przyjechali do Newmarket, mając na swoim koncie komplet zwycięstw w czterech ligowych występach. Dane statystyczne zwiastowały sporo emocji.

Gospodarze rozpoczęli rywalizację bez przesadnego respektu do niepokonanego dotychczas rywala. Można było odnieść wrażenie, że za wszelką cenę chcieli przerwać dobrą passę Guyhirn. W pierwszych fragmentach spotkania groźne strzały oddali Sławomir Pękała i Marcin Byszewski. Schowani za podwójną gardą goście czekali na swoją okazję. Ta przyszła szybciej, niż można było przypuszczać. Prosta strata w środkowej strefie boiska zainicjowała szybki kontratak. Prostopadła piłka dotarła pod nogi napastnika gości, który będąc oko w oko z Radosławem Kalatą, wykorzystał sytuację i otworzył wynik starcia. Podrażnieni gospodarze szybko ruszyli do odrabiania strat. Dwukrotnie w dobrej sytuacji znalazł się Artur Zajączkowski. Z dystansu groźnie uderzał Alex Miron. Gdy wydawało się, że bramka wyrównująca jest kwestią czasu, to goście zadali kolejny cios. Po dośrodkowaniu ze stałego fragmentu gry, w polu karnym The Eagle powstało niemałe zamieszanie. Ostatecznie gospodarzom udało się wyekspediować futbolówkę spod bramki. Ta spadła jednak wprost pod nogi ustawionego na osiemnastym metrze Kierana Batesa. Pomocnik Guyhirn uderzył mocno, bez zastanowienia i na tyle celnie, że piłka zatrzepotała w siatce obok bezradnego golkipera „Orłów”. Komfortowe, dwubramkowe prowadzenie udało się dowieźć gościom do gwizdka kończącego pierwszą połowę rywalizacji.

Druga połowa rozpoczęła się od frontalnych ataków podopiecznych Arkadiusza Reputały. Raz za razem w kierunku bramki gości sunęły groźne ataki. Guyhirn ograniczało się tylko i wyłącznie do wyprowadzania groźnych kontrataków. The Eagle w końcu dopięli swego. Dośrodkowaną wzdłuż bramki piłkę ładnie na drugim słupku przeciął Alexandru-Catalin Tanase i skierował ją wprost do siatki. Kontaktowa bramka zadziałała na biało-czerwonych niczym przysłowiowa płachta na byka, którzy jeszcze bardziej zintensyfikowali swoje poczynania ofensywne. Śmiało można powiedzieć, że od 70 minuty trwała prawdziwa nawałnica na bramkę Guyhirn. Na prawym skrzydle szalał przebojowy i nieprzewidywalny Marcin Byszewski. W środku pola dyrygował Alex Miron. W pierwszej linii obrońców Guyhirn nękali Artur Zajączkowski i Sławomir Pękała. Trwał regularny ostrzał, który niestety nie przynosił wymiernych rezultatów. Piłka albo mijała bramkę, albo lądowała w rękawicach Elliotta Vanhinsbergha. Zamknięci na własnej połowie goście starali się oddalać zagrożenie poprzez wybijanie futbolówki w kierunku ustawionego w okolicy linii środkowej, osamotnionego Roberta Hitchcocka. Napastnik gości, mimo że pozostawiony sam sobie był niezwykle groźny. O jego potencjale niech świadczy fakt, że w poprzednich trzech ligowych meczach strzelił dziewięć bramek! Chwila nieuwagi stoperów The Eagle, odrobina kunsztu rudowłosego piłkarza Guyhirn i goście ponownie byli na dwubramkowym prowadzeniu. „Orły” nie zamierzały jednak odpuszczać. Z regularnością szwajcarskiego zegarka inicjowali co rusz kolejne akcje. Piłka niczym zaprogramowana raz za razem lądowała w okolicach pola karnego Guyhirn. Napór i ogromna determinacja ponownie zaowocowała bramką kontaktową, której autorem był Artur Zajączkowski.
Od tego momentu Orły wykreowały przynajmniej trzy doskonałe okazje do wyrównania. Alexandru-Catalin Tanase będąc pięć metrów od golkipera, nie potrafił umieścić piłki w siatce, a strzał z ostrego kąta Sławomira Pękały zatrzymał się tylko na słupku metalowej konstrukcji strzeżonej przez Elliotta Vanhinsbergha. Futbolówka jak zaczarowana nie chciała wpaść do bramki i to goście ostatecznie mogli cieszyć się z kompletu punktów. Nie może zatem absolutnie dziwić eksplozywna radość zawodników Guhirn po ostatnim gwizdku sędziego, albowiem zainkasowali niezwykle cenne trzy oczka w spotkaniu, w którym mówiąc delikatnie, nie byli stroną dominującą.

Przewaga w posiadaniu piłki, mnóstwo wykreowanych sytuacji, wysoka kultura gry, a dwa błędy, jeden strzał życia i przegrana. Piłka nożna naprawdę jest czasami niesprawiedliwa!” – w taki sposób spotkanie podsumował szkoleniowiec The Eagle, Arkadiusz Reputała.

Pomimo niekorzystnej aury kibice na George Lambton Playing Field byli świadkami bardzo dobrego spotkania, trzymającego w napięciu do ostatnich sekund. Pomimo optycznej przewagi i niezliczonej liczby wykreowanych szans, Orły musiały przełknąć gorzką pigułkę porażki. Rozczarowanie – ten rodzaj emocji dominował w szatni gospodarzy po zakończonej rywalizacji. Okazję do poprawy nastrojów biało-czerwoni będą mieli już w najbliższą sobotę. W starciu o punkty zmierzą się na wyjeździe z Bluntisham Rangers Reserves, które aktualnie zamyka ligową stawkę. Początek spotkania zaplanowano na godzinę 14.

THE EAGLE – Guyhirn First 2:3 (0:2)

Bramki: Alexandru-Catalin Tanase, Artur Zajączkowski – Robert Hitchcock x2, Kieran Bates.

The Eagle: Radosław Kalata – Mirosław Pawlak, Paweł Oziemczuk, Robert Oziemczuk, Arkadiusz Jargieło – Mariusz Kożuchowski, Marcin Byszewski, Alex Miron, Mircea Iacob Baciu – Artur Zajączkowski, Sławomir Pękała.

Po przerwie zagrali: Mateusz Kupka, Jozsa Pal Szabolcs, Alexandru-Catalin Tanase, Jarosław Olczak.

Guyhirn First: Elliott Vanhinsbergh – Ryan Chapman, William Boreham, Edward Robinson, George Evans – Warren Anderson, Kevin Smith – Kieran Bates, Harley Rust, Lewis Greening – Robert Hitchcock.

Po przerwie zagrali: Andrew Gardner, Anthony Horn, Shane Spriggs, Angel Angelon.

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o