Horror z happy endem.

0
164

W ubiegłym tygodniu jeden z piłkarzy The Eagle w cotygodniowej zabawie „Jedenastka Orłów” na oficjalnej stronie klubu na Facebooku narzekał, że w obecnej kinematografii brakuje porządnych horrorów. Jego koledzy z drużyny postanowili zadać kłam tej opinii i zaserwowali prawdziwy dreszczowiec, który śmiało może stawać w szranki do wyścigu o nagrody przyznawane co roku przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej. Pełen dramaturgii. Pełen emocji. Pełen zwrotów akcji. I co najistotniejsze, z happy endem.

Przed startem konfrontacji trudno było wskazać faworyta. Na korzyść March Academy działał atut własnego boiska oraz bardzo przyzwoity start tegorocznych rozgrywek. Za drużyną The Eagle przemawiał m.in. lepszy bilans bezpośrednich starć.

Spotkanie, zgodnie z przewidywaniami, rozpoczęło się od wzajemnego badania sił. Obie ekipy miały świadomość, że jest to rywalizacja pucharowa, w której jeden błąd może zakończyć marzenia o końcowym triumfie. Próżno było szukać błyskotliwych ataków, wymiany ciosów, gradu bramek, spektakularnych interwencji bramkarzy. Dominowała pasywność i skupienie na zabezpieczeniu dostępu do własnej bramki. Impas trwał niemal przez całą pierwszą część spotkania. Wówczas, gdy zegar wskazywał 45 minutę, a obaj szkoleniowcy opracowywali plany taktyczne na drugą połowę i szukali w swoich głowach sposobów na zaskoczenie rywala, padła bramka dla March Academy. Dość nieoczekiwanie. Dość przypadkowo. Dość kuriozalnie. Prawy pomocnik gospodarzy, niemający wsparcia od kolegów z drużyny, zdecydował się na wstrzelenie piłki z okolicy 40 metra w pole karne gości. Futbolówka długo wisiała w powietrzu. Gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że piłka swój bezpański lot zakończy w przysłowiowym „koszyczku” bramkarza, ta skozłowała tuż przed Radosławem Kalatą, przelobowała polskiego golkipera i zatrzepotała w siatce. Chwilę po tej sytuacji sędzia zakończył pierwszą część zawodów.

Bramka otwierająca wynik spotkania zdeterminowała koncepcje obu drużyn na drugie 45 minut konfrontacji. Biało-czerwoni musieli ruszyć do przodu i szukać trafienia wyrównującego. Ekipa March z kolei mogła skupić się jeszcze mocniej na zadaniach defensywnych i ograniczać do kontrataków, szukając okazji do podwyższenia prowadzenia.
Sytuacja The Eagle skomplikowała się jeszcze bardziej w 58 minucie, kiedy w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach gospodarze zdobyli drugą bramkę. W prawym sektorze boiska starcie wygrał defensor Orłów, Arkadiusz Jargieło. Gdy składał się do wyekspediowania piłki z dala od własnej bramki, na jego plecy wpadł jeden z atakujących March. Obaj upadli na murawę. Zdarzenie miało miejsce na granicy pola karnego. Rozbrzmiał gwizdek. Sędzia w tylko sobie znany sposób dopatrzył się przewinienia zawodnika broniącego i wskazał na punkt oddalony o 11 metrów od bramki. Stały fragment pewnie na bramkę zamienił napastnik gospodarzy. Kto by wówczas przypuszczał, że festiwal karykaturalnych decyzji sędziego dopiero się rozpoczynał?
Pozostawało 30 minut gry, a biało-czerwoni mieli do odrobienia dwie bramki. Nikt w obozie The Eagle nie zamierzał jednak składać broni! Ileż to razy futbol już widział historie, gdy drużyny pomimo sporej różnicy doprowadzały do wyrównania, a następnie przechylały szalę zwycięstwa na swoją korzyść?! Każdy szanujący się fan piłki kopanej posiada w swoim szerokim wachlarzu słów i wyrażeń, zwrot „remontada”. I takiej małej remontady potrzebowali teraz podopieczni Arkadiusza Reputały.
Sygnał do ataku dał bardzo aktywny tego dnia Mateusz Gretkowski, wybrany później (nomen-omen) najlepszym zawodnikiem meczu. Przeprowadził on fantastyczny rajd lewą flanką, wpadł w pole karne i zagrał mocną piłkę wzdłuż bramki do zamykającego akcję Sławomira Pękały. Używając terminologii wprost z piłkarskiej szatni, było to „ciasteczko na nos”, po którym snajperowi The Eagle nie pozostawało nic innego, jak umieścić piłkę w siatce! Pacjent został odłączony od respiratora. Zaczął samodzielnie oddychać. Ale nadal potrzebował małego cudu, by wrócić do pełnej sprawności.
Kolejny rajd lewą flanką. Po raz kolejny w roli głównej Mateusz Gretkowski. Skrzydłowy przedarł się przez szczelne zasieki postawione przez March. Będąc kilka metrów od bramki huknął lewą nogą z całych sił, jakimi w danej chwili dysponował. Wystarczyło! Piłka wylądowała w bramce! Dwa do dwóch! Wyścig o awans do kolejnej rundy Cambs Lower Junior Challenge Cup rozpoczął się na nowo!
Mijały minuty. Gra zaostrzała się z każdą upływającą sekundą. Trwała zażarta walka. Nikt nie odstawiał nogi. W 80 minucie Gretkowski wygrał walkę bark w bark z atakującym go rywalem. Sędzia użył gwizdka. Faul. Rzut wolny dla gospodarzy. Mało tego, żółta kartka dla zawodnika The Eagle. Gretkowski już raz został napomniany przez arbitra w tym spotkaniu, więc kolejne upomnienie oznaczało dla niego przedwczesny koniec rywalizacji. Konsternacja. Zdziwienie. Szok.
Decyzja została jednak podjęta, Orły musiały radzić sobie w osłabieniu. Nie oznaczało to jednak, że zaprzestali walki o awans! Wręcz przeciwnie! Sportowa złość wygenerowała w nich dodatkowe pokłady energii. Atakowali. Próbowali. I w końcu dopięli swego! W 90 minucie z rzutu wolnego piłkę w pole karne rywali posłał Paweł Oziemczuk. Do futbolówki wyszedł golkiper gospodarzy, ale dość nieoczekiwanie jej nie chwycił i ta wpadła do siatki! Szał radości w ekipie gości! Mecz jednak nadal trwał…
Sędzia zakomunikował, że pozostały dwie minuty dodatkowego czasu gry. March rzuciło się do rozpaczliwego szturmu, za wszelką cenę próbując doprowadzić do wyrównania. Po jednym z frontalnych ataków wywalczyli rzut rożny. W pole karne Orłów powędrował nawet golkiper gospodarzy. Zagrożenie po stałym fragmencie gry zostało jednak zneutralizowane. Piłkę przejął Paweł Oziemczuk i błyskawicznie ruszył do kontrataku. Gdy wychodził na czystą pozycję, która otwierała drogę do opuszczonej bramki, został w brutalny sposób spacyfikowany przez jednego z rywali w niebieskim trykocie. Defensor Orłów chciał sam wymierzyć sprawiedliwość swojemu oprawcy. Skończyło się tylko na odepchnięciu, ale za próbę którą podjął, otrzymał czerwony kartonik. Zawodnik March za interwencję, która zastopowała akcję bramkową, został „nagrodzony” tylko przenikliwym spojrzeniem ze strony arbitra i nic nie znaczącym pogrożeniem palcem. Powiedzieć, że decyzja sędziego była zaskakująca, to jak nie powiedzieć nic…
Dziewięciu na jedenastu. Sytuacja stała się krytyczna. The Eagle dzielnie bronili się przed atakami March. Upłynął doliczony czas. Upływały kolejne minuty. Gwizdek milczał. Gospodarze dążyli do wyrównania. Goście chcieli utrzymać korzystny rezultat, prostymi środkami oddalając zagrożenie od własnego pola karnego. Między słupkami, jak w ukropie uwijał się Andrzej Militowski, który w przerwie zmienił Radosława Kalatę. Zniecierpliwienie rosło. Andrenalina buzowała w żyłach. W końcu, po 10 minutach (!) dodatkowej walki, arbiter zakończył zawody. Ambicja i wola walki zostały nagrodzone. Orły, dosłownie i w przenośni, wyszarpały awans do kolejnej rundy!

Wszystkim chłopakom należą się ogromne brawa i podziękowania, bo pomimo wielu przeciwności (nie tylko czysto sportowych), z jakimi musieli się zmagać w tym spotkaniu, pokazali olbrzymi hart ducha, włożyli mnóstwo zaangażowania, zostawili wiele zdrowia na murawie i potrafili odwrócić losy tego ciężkiego boju. Jestem z nich szczerze i prawdziwie dumny!” – w taki sposób sobotnie zmagania podsumował kapitan The Eagle, Sławomir Pękała.

Podopieczni Arkadiusza Reputały w sobotnie popołudnie na Estover Playing Field rzeczywiście pokazali nadzwyczajną wolę walki. Bez względu na okoliczności, za wszelką cenę próbowali odwrócić losy rywalizacji, a w końcowych fragmentach pomimo gry w podwójnym osłabieniu, dzięki heroicznej postawie potrafili utrzymać korzystny rezultat do ostatniego gwizdka. Takie spotkania poprawiają morale, dodają wiatru w żagle i potrafią zbudować drużynę na kilka kolejnych miesięcy! Jak ten triumf wpłynie na postawę biało-czerwonych? O tym będzie można przekonać się już w najbliższą sobotę! The Eagle po kilku kolejnych spotkaniach z rzędu na wyjazdach, w końcu wracają na swój obiekt! Do Newmarket przyjeżdża zespół Bluntisham Rangers Reserves. To starcie zamknie tegoroczne zmagania w Cambridgeshire County League Dywizji 3B. Biało-czerwoni zrobią zatem wszystko, żeby zwycięstwem zakończyć 2019 rok i w dobrych nastrojach udać się na zasłużony świąteczny odpoczynek. To również ostatnia okazja, by zobaczyć Orły w akcji przed miesięczną przerwą! Nie można zmarnować tej szansy! Szczególnie po tym co zaprezentowali w March! Początek spotkania zaplanowano na godzinię 14:00. Zapraszamy wszystkich kibiców! Emocje gwarantowane!

March Academy – The Eagle 2:3 (1:0)

Bramki: Sławomir Pękała, Mateusz Gretkowski, Paweł Oziemczuk

Czerwone kartki: Mateusz Gretkowski, Paweł Oziemczuk

The Eagle: Radosław Kalata – Arkadiusz Jargieło, Paweł Oziemczuk, Robert Oziemczuk, Mateusz Kupka – Mariusz Kożuchowski, Jozsa Pal Szabolcs, Alexandru-Catalin Tanase, Mateusz Gretkowski – Artur Zajączkowski, Sławomir Pękała.

Ponadto zagrali: Andrzej Militowski, Jarosław Olczak, Łukasz Golder, Maciej Pawlak.

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o